Po co jest ten kredyt?

//Po co jest ten kredyt?

Po co jest ten kredyt?

Celebracja sukcesu? Oczywiście, że tak ! Po to jest ten kredyt.

Opowiem wam dzisiaj historię pewnego zdjęcia, bo kryje się za nim wyjątkowa historia. Na tym zdjęciu można zobaczyć panią Małgosię z piękną rodziną, a także mnie. Fotografię zrobiliśmy chwilę po naszym spotkaniu, na którym na celebrowaliśmy sukces zakończenia zakupu nieruchomości.

Wróćmy jednak do początku tej historii!

Pani Małgosia przyszła do mnie około półtora roku temu, na wstępną rozmowę.

Miała wtedy upatrzoną inną nieruchomość, ale sama czuła, że to nie było „to”. Byłyśmy więc w stałym kontakcie. Czasem dzwoniłam zapytać, jak idą poszukiwania, a czasem pani Małgosia, aby coś doprecyzować, dopytać się albo poradzić.

Pamiętam, że kiedy zadzwoniła kilka miesięcy temu, była zdenerwowana, bo z przyczyn od niej niezależnych zmuszona była przyśpieszyć poszukiwania mieszkania. Pojawiło się wówczas wiele wątpliwości i pytań.
Porozmawiałyśmy jednak spokojnie, bo zdenerwowanie jest złym doradcą i przygotowywałyśmy się już konkretnie do zakupu. Na horyzoncie pojawiło się bowiem „to” mieszkanie. Na tym etapie pani Małgosia rozpoczęła rozmowy z agentem o warunkach,  negocjacje i  podpisanie umowy. Nasze spotkania nabrały tempa i krok za krokiem wytyczałam plan. Działałyśmy. Czasem trzeba było przyśpieszyć, a czasem zadzwonić gdzieś, coś wyjaśnić.

Nie zapomnę rozmów z pośrednikiem nieruchomości, kiedy to utrudniano nam dostarczenie dokumentów i gdy on naciskał moją klientkę, aby to u nich wzięła kredyt i sugerował, żeby nie decydować się na współpracę ze mną. Na szczęście, krok kroku razem z panią Małgosią skutecznie zgromadziłyśmy to, co było potrzebne i cała dokumentacja trafiła szybko do banku. Spośród dwóch wybranych instytucji bankowych, klienci wybrali jeden i mogliśmy sprawnie finalizować umowę.

Kiedy rozmawiam z moimi klientami na pierwszym spotkaniu, to śmieję się, mówiąc, że proces kredytowy jest długi i często zaprzyjaźniamy się w jego trakcie. I tak było tym razem. Dzięki naszym cyklicznym spotkaniom mogłam poznać całą rodzinę pani Małgosi.

Podczas naszych spotkań ważne były cyfry, dokumenty i czas. Jednak nie zabrakło też innych tematów. W czasie jednej z wizyt rozmawiałam z córką pani Małgosi, Jeną, która oglądała moją galerię zdjęć z klientami, więc obiecałam, że my również takie zdjęcie sobie zrobimy. Każdy z nas chciał już być coraz bliżej tej chwili.

No i dokonaliśmy tego! Zawsze mówię „my”, bo bez wspólnego grania do jednej bramki nie odnieślibyśmy sukcesu. Pani Małgosia była zawsze wyśmienicie przygotowana i zdyscyplinowana, jeśli chodzi o wyjaśnienia wszelkich informacji i przygotowywanie dokumentów. Sprawy niemożliwe załatwiała w ciągu kilku godzin, informując mnie potem: „pani Anito, ma pan już wszystko na mailu”.

I o to właśnie chodzi. Dzięki temu po sześciu tygodniach kredyt został uruchomiony i rodzina pani Małgosi mogła się wyprowadzić do swojego nowego mieszkania.

Przyznam, ten najmilszy memu sercu czas, gdy podczas naszego spotkania, mogłam dowiedzieć się, kto i jaki pokój  wybrał i jak się moi klienci urządzili w wymarzonym mieszkaniu.

A zdjęcie? Każdy z nas o nim pamiętał. Zaraz po kawusi i ciachu ustawialiśmy się do niego i wcale się nie przejmowaliśmy, że stoimy w galerii z selfie stickiem i pozujemy do ładnego ujęcia.

Mamy to! Wspólne zdjęcie na pamiątkę naszej współpracy i celebracji spotkania.

Ot, taka niekrótka historia jednego zdjęcia i jakże ważnego momentu w życiu, w którym mam przyjemność uczestniczyć. Dziękuję.

 

By | 2017-11-23T19:41:41+00:00 Listopad 7th, 2017|Kredyt hipoteczny|0 Comments