Za kurtyną świata bankowej finansjery

Jak jest naprawdę w świecie „bankowej finansjery”?

Przeprowadzę Was dzisiaj przez te drzwi i odkryję przed Wami pewne zakamarki, których obecności – jak myślę – większość z Was się domyśla, ale jakoś się o nich nie mówi.

Przejdziemy ścieżką moich doświadczeń i tego, czego nauczyłam się, prowadząc moją firmę.

Jesteście gotowi?

To zaczynamy.

Assesoria to aktualnie znana na rynku marka. To ja wyznaczam standardy i wartości.

Czy zawsze jednak tak było?
Nie, zdecydowanie nie.

Za mną dużo różnorodnych doświadczeń, cienie i blaski.

Moja firma ma 11 lat, a ja działam na rynku pośrednictwa finansowego 15 lat.

Na początku była radość i duma, że mam wyższy cel, że będę pomagać innym.

Moje wizje szybko zostały zweryfikowane, gdy okazało się, że owszem pomagam, ale głównie instytucjom finansowym, a moim głównym zadaniem jest po prostu sprzedaż i najlepsze wyniki. Jasne, teraz też sprzedaję i wyniki finansowe mojej firmy są ważne, lecz istotną sprawą jest, jaka intencja temu prześwieca.

Początkowo próbowałam łączyć dobro klientów z zadowoleniem instytucji finansowych, ale to bardzo odbijało się na moim zdrowiu. Nieraz płakałam i mówiłam, że się nie nadaję, bo nie przepycham się za wszelką cenę łokciami i nie jestem „rasowym sprzedawcą”. Na ratunek przychodził mój mąż, który mówił zawsze, że super jest to, co robię i abym robiła tak dalej, że warto i musi minąć czas, abym przekonała się, że tak jest (miał rację!).

Miałam w sobie wówczas mnóstwo złości.

Miałam dość presji, tego uczucia rozdarcia.

A przede wszystkich cholernej manipulacji i działań niezgodnych z moimi wartościami.

Teraz myślę, że byłam wówczas w pracy sobą może w 10%.

Reszta to były maski, które musiałam nakładać.

Począwszy od wyglądu: jaki kolor bluzki, marynarki, paznokci, jakie wycięcia w butach.

Skończywszy na tym, co mówię, jak mówię i w jakiej kolejności.

O czym to wszystko świadczy? O manipulacji.

Manipulacji pracowników, wpływaniem na zachowania klientów.

A za tym plany sprzedażowe i hajs.

Jasne, też bardzo lubię pieniądze i je zarabiać. Jednak dużo więcej ich płynie do mnie, kiedy działam w zgodzie ze sobą i wolą klienta. Nikt z nas nie jest głupi i każdy czuje z drugiej strony, jaka jest motywacja i jaka idzie za tym energia.

A ja od zawsze tak mam, że działam i wyrażam się tak, jak czuję i myślę.

Otworzyłam własną firmę i poczułam wielką ulgę, że teraz jestem szefową i wyznaczam standardy.

Oczywiście, tak jest. Jednakże „zabawne” bywało, gdy wydzwaniały do mnie instytucje finansowe z propozycjami współpracy i pierwsze co słyszałam, to: Anita, ale ten produkt sprzedaje się najlepiej, bo doradca zarabia najwięcej hajsu, zobacz – dodasz to i to, i ile możesz zarobić „na kliencie”. To był właśnie ten szczegół.

Niestety, każdy z nas pewnie widzi, jak często te „techniki” mają miejsce, gdy jesteśmy klientami. Jesteśmy traktowani przedmiotowo.

Dla mnie to kolejny rodzaj jakiegoś rozdwojenia.

Z jednej strony wyszkolona osoba uśmiecha się, zadaje sprawdzone i skuteczne pytania, a z drugiej strony wie, że tymi pytaniami ma zadanie zaprowadzić klienta w konkretne miejsce. Już od samego pisania o tym robi mi się ciężko.

Możecie się teraz domyślać, dlaczego jest taka duża rotacja pracowników w bankach i instytucjach finansowych. Trzeba być dobrze znieczulonym.

A instytucje nęcą stanowiskami, które przecież są takie elitarne, bo w bankach.

Prawda zaś jest taka, że to nie jest wielka filozofia nauczyć się zagadnień merytorycznych. Cenione są osoby, które po prostu będą dobrze sprzedawać, nawet nie trzeba mieć specjalnego wykształcenia. Przeprowadziłam dla moich byłych pracodawców dziesiątki rozmów rekrutacyjnych i znam tę rzeczywistość od podstaw.

Fakt kolejny: „doradcą” może być każdy.

Przepraszam, teraz zgodnie z ustawą nie można nazywać się doradcą, bo właśnie ta nazwa nie miała nic wspólnego z doradzaniem.

Aktualny warunek bycia „doradcą” to zapłacić i zostać wpisanym na listę, którą prowadzi Komisja Nadzoru Finansowego.

Rzadko kiedy znajdziecie w banku starsze osoby.
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego?

Bo kiedy taki pracownik „zużyje” się albo zacznie myśleć „zbyt samodzielnie”, to warto, żeby zmienił prace.

I tu jest inna pułapka, jak wielu osobom z mojej branży trudno było zmienić zawód albo stanowisko. Jak zaczniesz w sprzedaży, to już trochę masz taką nalepkę z tyłu pleców i po tym głównie Cię wyceniają. Jak dla mnie smutne i przykre.

Dlatego pamiętajcie, Kochani, aby cały czas słuchać siebie, eksperymentować i iść za głosem swojego serca. Nie dajmy sobą manipulować, przyklejać naklejek, wkładać w szufladki.

Uważam, że należy tak postępować, jakbym sam/sama chciał/chciała być traktowany/traktowana przez innych.

Zdecydowanie można poczuć, jaką ktoś ma prawdziwą intencję.

I choć w dużej mierze ten świat manipulacji i sterowania występuje w wielu miejscach, to jednak wierzę, że kończy się ta era, a ja dokładam do tego jedną z wielu cegiełek.

Łammy te mury, działajmy z sercem, pokazujmy swoje talenty.

Po jednej stronie jestem ja, a po drugiej Ty.

Spotykajmy się, patrząc na siebie sercem i z otwartością.